![]() |
www.sheknows.com |
Benzyna drożeje, politycy kłamią, szef się czepia, znów jest poniedziałek, no i jeszcze, cholera, te raty... Mam nadzieję, że taka mantra niezliczonych ludzi, którzy zapełniają od rana ulice, nigdy nie stanie się moją.
Jedząc frytki w tanim, arabskim barze (halal, of course), między poranną a popołudniową turą szukania pracy poniżej moich kwalifikacji, jak i wracając do zatłoczonych motelowych pokoików przy King's Cross czy Marble Arch, czuję się wspaniale. W planowaniu uwzględniłem bowiem element, który jest zbyt często ignorowany przez racjonalistów. To coolness factor, czyli czynnik "fajności", który sprowadza się do szukania poczucia przepływu. Warto zadbać o nowość, nawet jeżeli niesie ze sobą ryzyko.
Potocznie rozumiana dojrzałość może być beznadziejną pułapką. W odpowiedzi na wyzwania codzienności staramy się być profesjonalni, generować zyski, ograniczać koszty. W tych rozsądnych planach, spójnych strategiach i systemach nie brakuje niczego, z wyjątkiem błysku ekscytacji, prawdziwego zaangażowania, dreszczyku emocji, w skrócie - smaku życia.
Widać to na wielu blogach finansowych, gdzie stan budżetu, księgowe odruchy i spryt w oszczędzaniu prądu opanowały cały horyzont poznawczy. Na Boga, nie bądźmy nudziarzami! Żeby nie doprowadzić do załamania nerwowego albo skrajnej apatii, warto trochę odrdzewieć i uwzględnić w swoich planach coolness factor. Nie chodzi przy tym o szpan i pokazówkę. Kompasem jest tu przede wszystkim własne samopoczucie.