sobota, 26 listopada 2011

kiedy zwlekać?

http://www.flickr.com/photos/tubgurnard

Dużo się dzieje, a odkąd wyciąłem ze strony programy partnerskie, formularz dotacji, Google AdSense i Ad-taily traktuję tego bloga hobbistycznie i na luzie. Dlatego też zwlekałem z napisaniem nowej notki. Teraz napisała się sama, właśnie przez opóźnianie i przeczekiwanie.

Dla fanów Getting Things Done zwlekanie jest ulubionym chłopcem do bicia. Opóźniając realizację zleceń, planów i marzeń, oddalamy się od celu. Człowiek ulega rozpraszaczom (internetowi, grom, sklepom) Powstaje ryzyko zniechęcenia i rozleniwienia. Odraczanie spowalnia proces, zaburza sprawność działania. A wyznaczone cele czekają!

Mam trochę inne zdanie. Może to przez fatalizm, pogodny fatalizm co prawda. Może przez flegmatyzm, a raczej skłonność do refleksji. Nawet jeśli to jest autyzm albo tępota maślanych oczek. Tak czy inaczej uważam, że zwlekanie nie zawsze jest negatywne.

Zamiast skakać od działania do działania, warto je przemyśleć. Czasami wystarczy zwyczajnie odczekać. Dać czas sytuacji. Pozwolić stawać się rzeczom bez wpływania na nie.

Na poziomie codziennego życia najlepsze przykłady dobrego zwlekania wiążą się z kosztami. Zwłaszcza z kosztami konsumpcji. Odłożenie zakupu komputera czy samochodu to czysty zysk - później będą i tańsze, i lepsze. Z tego powodu oddalam też pomysł założenia firmy. Zamiast martwić się kosztami inwestycji, ZUS i podatków, nie wspominając o walce o klienta, wybieram na razie pracę na emigracji. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza